tajemniczka

Żabciu - ja nosze jak wiesz od lipca zeszłego roku.
Dla mnie ból powizytowy jest do przejścia, choć czasem przez dobrych kilka dni
nie mogę nic jeść.
Aparat mam przezroczysty - na dole i na górze, reczywiście gumki żółkną, ale co
miesiąc wymienia się je przecież na nowe. Reszta jest naprawdę przezroczysta.
Ja od jakiegoś czasu sobie zakładam takie bladoniebieskie gumki i jest naprawdę
ładnie.
Mój ortodonta twierdzi, że niektózy specjaliści po prostu nie lubią pracować z
aparatmi przezroczystymi i tyle (są podobno trudniejsze).
To, co mnie naprawdę denerwuje to to, że podczas jedzenia i równoległej rozmowy
(spotkania zawodowe na przykład!)cały czas się denerwuję, czy jedzenie nie
dostało się pod drut i non stop sprawdzam językiem. To jest dla mnie największy
minus całej sprawy.
Powiem, czy było warto po 1,5 roku, które mi jeszcze zostały, bo przecież nie
wiem, jaki będzi ostateczny efekt. Co prawda, ja mam niedużą wadę, ale
zobaczymy. Może wszystko wróci do stany "sprzed", jak piszą dziewczyny.
Ja tam wyznaję zasadę, że lepiej żałować, że się coś zrobiło niż że się nie
zrobiło.

Leczenie składa się z wyjątków potwierdzających regułę - aparat to uciążliwość,
dla każdego inna.
Mnie po półtora roku najbardziej wkurzają dziury w policzkach. Mam wyjątkowo
wrażliwe śluzówki. jestem bardzo wrażliwa na ból i przez pierwsze dwa miesiące
bolało mnie bardzo. Za to potem już prawie wcale. Po aktywacji aparatu zęby
pobolewają bardziej, potem już nie. NIGDY nie brałam z ich powodu żadnych
środków przeciwbólowych, chociaż gdybym tego potrzebowała na pewno bym nie
robiła z siebie bohaterskej męczennicy.
Niedawno na ulicy zobaczyłam dziewczynę jak sobie stała na przystanku i gryzła
jabłko - pomyślałam sobie "ja też tak chcę!" Ale to właściwie jedyne
ograniczenie - pewnych rzeczy po prostu nie odgryzę, potrzebuję noża.
Odradzam żucie gumy, zwłaszcza długotrwałe (dłużej niż 15 minut dziennie) może
utrudniać leczenie wad zgryzu, obciąża niepotrzebnie i tak umęczone
przestawianiem zęby no i przede wszystkim żuchwę.
Musisz dać sobie czas na przyzwyczajenie się psychiczne fizyczne i organizacyjne
(na przykład nie zapominać szczoteczki przed wyjściem z domu bo napchane resztki
jedzonka w zamkach bardzo są towarzysko niefajne...)
Brzydula Betty to przejaskrawienie.
Wyciągi piłowanie i inne atrakce - musisz uzgodnić z ortodontą anie dentystą,
dentysta na leczeniu orto zna się jak kura na pieprzu (zazwyczaj).
Nie zawsze wszystko jest cacy, ale nie wszystko da isę tez przewidzieć, czasem
trzeba zaryzykować. I wtedy sprawdzić co się bardziej kalkuluje - zostać z
zębami jak sa czy zmieniać. U mnie to było dość oczywiste chociaż stale stresuję
się przebiegiem i końcowym efektem leczenia... ale może nie będize źle Na
dziś - niczego nie żałuję i odliczam miesiące do zdjęcia.

Kobieto!! Nie lekcewaz wady zgryzu! Czesto sa one bardziej dokuczliwe niz same
pokrzywione zeby. Choc czasem wad zgryzu nie widac (albo widza je tylko dentysci
i ortodonci a nie my moga niezle napsocic. U mnie na przyklad nie leczony
przez lata krzywy zgryz spowodowal, ze zeby w dolnym luku nie do konca sie
wyksztalcily, uswiadomila mi to dopiero moja orto, pokazala jakie sa "niskie",
takie plaskie jakies.. Mialam tez od lat straszne bole glowy, normalnie prawie
codziennie zjadalam leki przeciwbolowe! i zasugerowano mi (zarowno neurolog,
dentysta, jak i ortodonta), ze to moze byc przez wlasnie krzywy zgryz. Rowniez,
kiedy moja dosc cofnieta dolna szczeka zaczela sie ukladac w taki sposob ze
dolne jedynki dotykaly mi "nasady" gornych, wtedy gorne zaczely sie krzywic tzn.
zostaly wypchniete do przodu i mialam "pieknie" pochylone gorne jedynki, ktore z
profilu wygladaly masakrycznie teraz na szczescie, gdy mam juz aparat
zaczynaja wracac do normy. Nie chce tez "krakac", ale wydaje mi sie ze bole
glowy ciut sie zmniejszyly - mam nadzieje ze to zasluga aparatu.

Nie wiem jak sobie to wymyslilas, ale pewnie chcialabys nosic tylko jeden luk
(pewnie gorny). Nie wydaje mi sie, zeby orto widzac Twoj tylozgryz zgodzil sie
na to Ja mam na dole proste zeby, ale poniewaz na gorze zmieni mi sie troche
luk, to trzeba bedzie dopasowac dolny (i troche go wysunac), wlasnie po to, zeby
zeby idealnie sie zagryzaly

Apropo wyrywania zebow, ja mam damona i niestety mialam wyrywane gorne czworki,
wszystko zalezy od tego jak zbudowana jest szczeka a nie od aparatu. W damonie
fajne jest to ze nie ma pierscieni i gumek, i w ogole mnie nic nie bolalo
(jedynie przez pierwsze dwa tygodnie wstrzymalam sie od odgryzania np kromki
chleba siekaczami, tylko to troche sprawialo bol, ktorego na szczescie mozna
bylo nie prowokowac
Szczerze mowiac, najgorsze z calej przygody z apaaretem bylo dla mnie wlasnie
wyrywanie tych 2 gornych czworek - nie moglam i chyba wciaz nie moge sie
przyzwyczaic do tego, ze mam dwie symetryczne dziury;]
Sam aparat jest super.

pozdrawiam!

Użytkownik Jacek Kijewski <ja@sail-ho.plw wiadomości do grup
dyskusyjnych
napisał:Pine.LNX.4.21.0301292115330.10625-100@goldenhinde.sail-ho.pl...


AFAIR w normalnej rodzinie ze wspolnym budzetem to wyglada jakos tak, ze
zaleznie od wieku dziecka wydaje sie na nie pewnie jakowas nieco nizsza,
niz na doroslego, czesc budzetu. Czyli powiedzmy w 3-osobowej rodzinie
jakies 20% dochodow rodziny. Albo i mniej.


Kolejny absurd. W takiej rodzinie jak piszesz na dziecko wydaje się znacznie
wiecej niz potrzebuje dorosly. Dziecko baaardzo kosztuje, szczegolnie jesli
rodzic ma aspiracje i jakies tam mozliwosci wspomoc dodatkowymi finansami
jego rozwoj intelektualny, duchowy i fizyczny. Poza tym przyziemne sprawy
jak kupno kilka razy w roku butow, nie wspominajac o zdzieraniu co miesiac
kapci, trampek, dziurawieniu spodni, innych ciuchow, wydatek na przybory
szkolne, olowki, gumki, zeszyty, komitety rodz., wycieczki szkolne,
pozaszkolne, aparat ortodontyczny, kasety, cd, gry komp., nawet takie chipsy
kupowane celem wymiany nalepek z 'Wladcy Pierscienia/ni' jest tez
uszczerbkiem w domowym budzecie.


Nalezy tez uwzglednic, ze sad ma obowiazek uwzglednic potrzeby dziecka
stosownie do jego mozliwosci, otoczenia itd. Jezeli matka jest z kregu
menelstwa, to alimenty pewnie bede nizsze, niz w przypadku, gdy dziecko
jest przyzwyczajone do zajec z tenisa i prywatnej nauki jezykow obcych.


Ustalajac wysokosc alimentow sad przede wszystkim kieruje sie wysokoscia
zarobkow rodzica alimentujacego, a takze dobrem dziecka. Po rozwodzie
warunki zycia dziecka i matki (sic!) maja _nie_ ulec pogorszeniu!
Jesli maz matki z menelstwa pracuje, alimenty beda pobierane z jego pensji,
jesli trudni sie menelstwem obowiazek ten przechodzi na panstwo czyli kogo?
:-)


A sady czasem po taka klauzule siegaja, przykladem bedzie sytuacja, gdy
stwierdzili, ze gosc kupil za drogi nagrobek (nie bylo to zwiazane z
alimentami, ale chodzi o uzasadnienie, ze nagrobek z lastriko byl
wystarczajacy wobec stylu zycia zmarlego i z granitu to byla przesada,
wiec zwrot pieniedzy sie nie nalezy).


Nie czaje.


| A w ogóle to ja nie rozumiem jednego: czy ci faceci, tak usilnie
| starający się wykręcić od płacenia alimentów, zdają sobie
| sprawę, że te pieniądze odbierają nie żonie (jak się żonie
| udowodni, że alimenty przyznane na dziecko w sposób
| nieuzasadniony wydaje nie na jego potrzeby, to można jej zrobić
| duże kuku), tylko swoim własnym dzieciom? Czy to taka pośrednia

Nic jej nie mozna zrobic. Owszem, zona _nie ma prawa_ nic wydac na wlasne
potrzeby, ale praktyczne prawdopodobienstwo wyroku skazujacego w takiej
sprawie jest zerowe - o czym wszyscy wiedza.


Zona  moze (na wniosek ojca) prowadzic buchalterie, zwiazana z wydatkami
dziecka.


Jednak wyjatkowo rzadko zdarzy sie matka, ktora nie wykorzysta dziecka w
zemscie na ojcu (od "tatus cie nie kocha i postanowil sobie odejsc" po
"panie policjancie, maz usilowal porwac dziecko")


Przykro, że masz takie kiepskie doswiadczenia z matkami. Ja z kolei znam
matki, ktore same dzwonia do tatusiow i przypominaja o spotkaniach, nie
szczuja dziecka na tatusia i staraja sie zachowac poprawne kontakty.


A facet ma przechlapane by default.


Jak to bylo? O temp....


Ot, tak sprawa wyglada od strony praktycznej.


Dark side of the moon?
A.


On Thu, 30 Jan 2003, Asiunia wrote:
| AFAIR w normalnej rodzinie ze wspolnym budzetem to wyglada jakos tak, ze
| zaleznie od wieku dziecka wydaje sie na nie pewnie jakowas nieco nizsza,
| niz na doroslego, czesc budzetu. Czyli powiedzmy w 3-osobowej rodzinie
| jakies 20% dochodow rodziny. Albo i mniej.

Kolejny absurd. W takiej rodzinie jak piszesz na dziecko wydaje się znacznie
wiecej niz potrzebuje dorosly. Dziecko baaardzo kosztuje, szczegolnie jesli
rodzic ma aspiracje i jakies tam mozliwosci wspomoc dodatkowymi finansami
jego rozwoj intelektualny, duchowy i fizyczny. Poza tym przyziemne sprawy
jak kupno kilka razy w roku butow, nie wspominajac o zdzieraniu co miesiac
kapci, trampek, dziurawieniu spodni, innych ciuchow, wydatek na przybory
szkolne, olowki, gumki, zeszyty, komitety rodz., wycieczki szkolne,
pozaszkolne, aparat ortodontyczny, kasety, cd, gry komp., nawet takie chipsy
kupowane celem wymiany nalepek z 'Wladcy Pierscienia/ni' jest tez
uszczerbkiem w domowym budzecie.


Dorosly tez ma cala liste wydatkow. Choc oczywiscie, zgodze sie, dzieci
nie sa tanie. Zalezy, jak sie dzieciaka wychowuje zreszta, choc osobiscie
jestem przeciwnikiem wyposazania takiego w "skore i komore", zeby "byl
lepszy od rowiesnikow".


| Nalezy tez uwzglednic, ze sad ma obowiazek uwzglednic potrzeby dziecka
| stosownie do jego mozliwosci, otoczenia itd. Jezeli matka jest z kregu
| menelstwa, to alimenty pewnie bede nizsze, niz w przypadku, gdy dziecko
| jest przyzwyczajone do zajec z tenisa i prywatnej nauki jezykow obcych.

Ustalajac wysokosc alimentow sad przede wszystkim kieruje sie wysokoscia
zarobkow rodzica alimentujacego, a takze dobrem dziecka. Po rozwodzie
warunki zycia dziecka i matki (sic!) maja _nie_ ulec pogorszeniu!
Jesli maz matki z menelstwa pracuje, alimenty beda pobierane z jego pensji,
jesli trudni sie menelstwem obowiazek ten przechodzi na panstwo czyli kogo?
:-)


To, co napisalas, brzmi ladnie, ale jest niezgodne i ze stanem prawnym, i
faktycznym.

Sposob egzekucji alimentow nie ma nic wspolnego z tematem, ale chce Cie
zapewnic, ze kolejnosc pobierania alimentow jest taka: ojciec, rodzice
ojca (tak, tak, mozesz placic alimenty za swoje wnuki), fundusz
alimentacyjny. Przy okazji nieplacenie alimentow najczesciej konczy sie
kara pozbawienia wolnosci, co zazwyczaj jest dla czlowieka bardzo przykre.


| A sady czasem po taka klauzule siegaja, przykladem bedzie sytuacja, gdy
| stwierdzili, ze gosc kupil za drogi nagrobek (nie bylo to zwiazane z
| alimentami, ale chodzi o uzasadnienie, ze nagrobek z lastriko byl
| wystarczajacy wobec stylu zycia zmarlego i z granitu to byla przesada,
| wiec zwrot pieniedzy sie nie nalezy).

Nie czaje.


Sad nie zawsze przychyla sie do zdania, ze stronie slabszej nalezy sie
absolutnie wszystko. Tu chodzilo akurat o pogrzeb, sad stwierdzil, ze
ktos zbyt rozpustnie nabyl nagrobek i ze mu nie przysluguje zwrot kosztow
z czegos tam.


| A w ogóle to ja nie rozumiem jednego: czy ci faceci, tak usilnie
| starający się wykręcić od płacenia alimentów, zdają sobie
| sprawę, że te pieniądze odbierają nie żonie (jak się żonie
| udowodni, że alimenty przyznane na dziecko w sposób
| nieuzasadniony wydaje nie na jego potrzeby, to można jej zrobić
| duże kuku), tylko swoim własnym dzieciom? Czy to taka pośrednia

| Nic jej nie mozna zrobic. Owszem, zona _nie ma prawa_ nic wydac na wlasne
| potrzeby, ale praktyczne prawdopodobienstwo wyroku skazujacego w takiej
| sprawie jest zerowe - o czym wszyscy wiedza.

Zona  moze (na wniosek ojca) prowadzic buchalterie, zwiazana z wydatkami
dziecka.


Praktyka, jezeli nawet zna takie przypadki, mowi inaczej.


| Jednak wyjatkowo rzadko zdarzy sie matka, ktora nie wykorzysta dziecka w
| zemscie na ojcu (od "tatus cie nie kocha i postanowil sobie odejsc" po
| "panie policjancie, maz usilowal porwac dziecko")

Przykro, że masz takie kiepskie doswiadczenia z matkami. Ja z kolei znam
matki, ktore same dzwonia do tatusiow i przypominaja o spotkaniach, nie
szczuja dziecka na tatusia i staraja sie zachowac poprawne kontakty.


O. No nie wiem, papier jest papier. Doswiadczenia z papierem sa inne.

Co do doswiadczen z matkami: zazywczaj dla otoczenia tak wyglada. Bardzo
korzystnie jest utrzymac otoczenie w przekonaniu, ze to tatus jest ta
swinia. Zapewne jakies wzgledy psychologiczne (potrzeba
samousprawiedliwienia), jak i praktyczne (nastepnym razem sasiadka
zeznajac zasugeruje sie tym, co jej powiedzialam) za tym stoja.


| A facet ma przechlapane by default.

Jak to bylo? O temp....


No, dokladnie.


| Ot, tak sprawa wyglada od strony praktycznej.

Dark side of the moon?
A.


Moja edukacja ogolna nie pozwala mi przywiazac tego do konkretnego
kontekstu (znaczy, kontekstow jest co najmniej kilka), wiec zasadniczo nie
rozumiem powyzszego.