tajemniczka

Wszyscy już mają dosyć śniegu

Przemysław Jedlecki 03-01-2006 , ostatnia aktualizacja 03-01-2006 21:22

Nieprzejezdne osiedlowe uliczki, sterty śniegu na chodnikach w centrach miast i spóźniające się autobusy - śnieg wciąż paraliżuje komunikację w regionie. Strażacy apelują o odśnieżanie dachów budynków. We wtorek pod ciężarem śniegu runęła konstrukcja dawnego teatru w centrum Katowic. Nikt nie ucierpiał.


Drogowcy usunęli już śnieg z głównych dróg, ale wciąż jest go pełno na osiedlowych uliczkach i parkingach. - Moje osiedle jest kompletnie nieprzejezdne. Nikt nie odśnieża uliczek i chodników. Musimy zostawiać samochody na parkingu Silesia City Center - skarży się Stanisław Kłosek, który mieszka na osiedlu Hutniczo-Górniczej Spółdzielni Mieszkaniowej.

Katarzyna Liszka-Włosowicz, kierowniczka działu administrowania zasobami mieszkaniowymi w HGSM, tłumaczy, że bardzo trudno było wynająć pługi. - W końcu się udało. Mamy trzy maszyny, które już odśnieżają nasze osiedla. Robimy co w naszej mocy - mówi.

Kierowcy, którzy wpadną w zakryte śniegiem dziury albo zerwą zawieszenie na lodowych muldach, mogą się starać w spółdzielniach o odszkodowania. Nie ma z tym problemów, bo spółdzielnie są ubezpieczone. - O wielkości odszkodowania i jego zasadności decyduje likwidator szkód z ubezpieczalni. Nie mieliśmy jeszcze takiej sprawy - przyznaje Liszka-Włosowicz.

Zapomniane chodniki

Komu jednak uda się wydostać z zasypanego osiedla, szybko wpada w kolejną pułapkę. Tylko niektóre chodniki w centrach miast są odśnieżone. Z reguły piętrzą się na nich sterty śniegu. Waldemar Bojarun, rzecznik katowickiego magistratu, zapewnia, że odśnieżanie miasta może potrwać jeszcze parę dni. - Wszystkie nasze służby zajmują się teraz tylko tym. Niestety, prace utrudniają kierowcy, którzy parkują gdzie popadnie i utrudniają pługom przejazd - mówi.

Ze śniegiem walczy również Rybnik. Prezydent miasta zadecydował, że do czasu aż nie zostanie usunięty z ulic, nie będą pobierane opłaty za postój na miejskich parkingach. Podobnie jest w Tychach. Oprócz tego władze Rybnika podjęły decyzję o zatrudnieniu na dwa tygodnie bezrobotnych, którzy będą pomagać w wywożeniu śniegu. Miasto chce także, by lokatorzy mieszkań komunalnych, którzy mają zaległe czynsze, mogli odpracować długi przy odśnieżaniu. Ostatecznych ustaleń w tej sprawie jednak jeszcze nie ma.

Dachy trzeba odśnieżać!

Sporo pracy mają również strażacy. Ponad sto razy wzywano ich do usuwania nawisów śnieżnych z dachów, sopli i do połamanych drzew i zwisających nad ulicami gałęzi. Do najpoważniejszego wypadku doszło wczoraj rano przy ul. Staromiejskiej 17 w Katowicach. Zawalił się dach nieczynnego już teatru. Wiadomo, że stan techniczny budynku był bardzo zły. Na szczęście nikt nie został ranny. Paweł Zawadzki, pełnomocnik właścicieli budynku, nie potrafił wczoraj oszacować strat. - Nie uważam, że należało odśnieżyć dach - mówił. Tymczasem strażacy przypominają, że śnieg jest bardzo ciężki. - Metr sześcienny waży nawet 800 kilo - mówi mł. bryg. Bogdan Jędrocha z katowickiej straży pożarnej.

Holowniki ściągają tramwaje

Powody do narzekań mają też pasażerowie komunikacji miejskiej. Co prawda przejezdne są już wszystkie linie tramwajowe, ale wczoraj rano z zajezdni z powodu wcześniejszych uszkodzeń nie wyjechało 49 tramwajów. Zdarzały się opóźnienia, a chwilami w niektórych miejscach wstrzymywano ruch, by naprawić psujące się wagony i oczyścić ze śniegu zwrotnice. W Szopienicach wykoleiła się rano "15" i przez godzinę ruch był zablokowany. Zdarzało się też, że popsute tramwaje ściągał z tras do zajezdni specjalny holownik.

Źle jeździ się również kierowcom autobusów. Ulice są śliskie, boczne drogi gorzej odśnieżone i spóźnienia sięgały wczoraj nawet 30 minut. Najgorsza sytuacja była w okolicach Będzina, Siewierza i Mierzęcic. Kierowcom pozwolono na omijanie niektórych przystanków, jeżeli uznali, że są zbyt oblodzone, by bezpiecznie na nie wjechać. - Dotyczy to przede wszystkim pętli autobusowych, osiedlowych uliczek i przystanków na górkach - mówi Alodia Ostroch z biura prasowego KZK GOP.

Towarzystwo znów buduje

21.06.2007

1000 nowych mieszkań wybuduje Wrocławskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego. Powstaną w Leśnicy i na Brochowie. To dobra wiadomość dla tych, których nie stać na kredyt mieszkaniowy


Chętni na TBS będą mogli zapisywać się po wakacjach. Mieszkania mają być gotowe w 2009 roku.
– Biorąc pod uwagę to, jak rosną ceny mieszkań we Wrocławiu, TBS-y są dla wielu ludzi jedyną szansą na własne cztery kąty – mówi Kazimierz Fiurst, prezes TBS-Wrocław.
Na razie nie wiadomo dokładnie, ile trzeba będzie zapłacić za możliwość mieszkania w nowych TBS-ach.
– Jesteśmy organizacją non profit, co oznacza, że do faktycznych kosztów inwestycji nie doliczamy własnego zysku i żadnych prowizji. Koszt każdego lokalu zależy od cen materiałów i usług budowlanych, a te ciągle się zmieniają – dodaje prezes Fiurst.

Właścicielem nie będziesz
Towarzystwo może budować korzystnie również dzięki temu, że nie dotyczą go rosnące ceny gruntów. Ziemie pod inwestycje przekazuje mu bezpłatnie gmina Wrocław, która jest jego stuprocentowym udziałowcem. Jedna trzecia pieniędzy potrzebnych na budowę mieszkań w TBS-ie pochodzi z wkładów partycypacyjnych, uiszczanych przez przyszłych najemców. Reszta – z nisko oprocentowanego kredytu z Banku Gospodarstwa Krajowego. Najemcą mieszkania w TBS-ie staje się osoba, która wpłaci tzw. wkład partycypacyjny – około 30 proc. wartości mieszkania. Przed zamieszkaniem w nowym lokum trzeba też uiścić kaucję – równowartość 12-krotnego miesięcznego czynszu. 50-metrowe mieszkanie to koszt 66 tys. zł. Kwoty są rzeczywiście kuszące, ale trzeba pamiętać, że najmując takie mieszkanie nigdy nie staniemy się jego właścicielem. Mieszkania nie można sprzedać, wynająć ani wykupić na własność.
– Ale można w nim mieszkać dożywotnio. Lokator, który opłaca czynsz i dba o mieszkanie nie musi się obawiać tego, że ktoś pewnego dnia każe mu się wyprowadzić – uspokaja prezes Fiurst. – Osoba, która chce się całkowicie wycofać z TBS, nie straci pieniędzy. Zwrócimy jej wkład i kaucję. Oczywiście będą to kwoty po waloryzacji – dodaje.

Trzeba tylko zawiesić obrazki
Maryla Rusinowska w TBS mieszka od dwóch lat. – Mam 34-metrową kawalerkę. Miesięczny czynsz to około 400 złotych – opowiada. – Na początku wpłaciłam 30 tys. zł. Resztę, czyli około 20 tys., spłacam w czynszu – dodaje. Maryla jest ze swojego lokum zadowolona. – Najlepsze jest to, że dostałam nowiutkie mieszkanie całkowicie urządzone. Była cała armatura, podłogi, kafle, listwy przy podłogach i kontakty. Była nawet kuchenka gazowa. Pozostało mi tylko powiesić obrazki – śmieje się.
Dawniej czynsze w TBS-ie były wyższe niż te w spółdzielniach i wspólnotach mieszkaniowych. Obecnie są porównywalne – między 7,2 a 9,6 zł za metr kw. Do tej pory TBS wybudowało już we Wrocławiu około tysiąca mieszkań m.in. przy ulicach: Kamieńskiego, Falzmanna, Krzywoustego, Krępickiej, Dolnobrzeskiej, Brzezińskiej, Górniczej.

Agnieszka Korzeniowska

http://wroclaw.echomiasta.pl/artykuly.php?czytaj=568